Sylwester już za kilka dnia, a ja zastanawiam się czy ze mną jest coś nie tak czy mam jakąś awersję do ludzi, bo jedyne o czym marzę to zaszyć się w domu, pod kocykiem, z kubkiem ciepłej herbaty i nie robić nic. Czy to znaczy, że ja jestem dziwna czy co? Dookoła widzę jak znajomi szykują kreacje, wybierają zabawy, domówki, wyjazdy a ja na samą myśl, że znowu musiałabym się pakować, szykować, malować itd. mam gęsią skórkę. Po prostu najzwyczajniej w Świecie mi się nie chce. Właściwie to jak sobie przypomnę to nigdy nie byłam jakąś duszą towarzystwa. Już nawet na studiach wolałam pracować niż imprezować (o matko haha). Moi znajomi czekali tylko na studencki czwartek, żeby wyjść na imprezę i tak do niedzieli, a dla mnie to była męczarnia. Wolałam iść do pracy, pouczyć się, zrobić coś bardziej sensownego itd. Ale żeby nie było, że ze mnie jakiś mol książkowy był czy coś, co to to nie, ale generalnie lekko odstawałam ;P haha

Wracając do tematu Sylwestra. Zaczęłam się dzisiaj zastanawiać o co chodzi i skąd to się bierze. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że to się zmieniło odkąd jest Tymek, chociaż poniekąd trochę tak, ale jak widzicie u mnie zawsze tak było tylko z różnym natężeniem. Jednak teraz kiedy mam dziecko po prostu nie mam sumienia ani chęci zostawiać go samego w domu z babcią, kiedy w tym czasie ja się będę bawić. No nie będę się bawić dobrze, wiedząc, że został w domu. I teraz można by powiedzieć, że przecież to normalne, nie jest sam, ma dobrą opiekę. I ja się z tym zgadzam tylko jakoś po po prostu sobie nie wyobrażam, że mogłabym się dobrze bawić bez niego. Znajomi bez dzieci tego totalnie nie rozumieją i właściwie nawet nie staram się im tego tłumaczyć, ale skoro cały rok jesteśmy razem praktycznie 24h na dobę, to ta jedna noc w roku – szczególna miałaby być pod tym kątem inna?

Aspekt posiadania dziecka bądź nie to jedna sprawa, ale dochodzi do tego druga. Cały rok pędzimy. Praca-dom-zakupy-dom-praca itd. O urlopie dawno już zapomnieliśmy i kiedy przychodzi czas Świąt, zbliża się Sylwester po prostu ogarnia nas jakaś niemoc. Baterie są już chyba na tyle wyładowane, przynajmniej u mnie, że chcę zapaść w sen zimowy jak niedźwiedź. I wiecie co? To normalne. Kiedy zaczynałam pisać ten tekst zadawałam sobie dziwne pytanie i na prawdę zaczynałam myśleć, że chyba coś jest ze mną nie tak. Ale jak zaczęłam się bardziej rozglądać i pytać okazało się, że niestety albo i stety, ale 85 % zapytanych przeze mnie ludzi miało podobnie jak ja. Czy to lenistwo, zmęczenie czy to właśnie dzieci nas tak zmieniają?

Jedno jest pewne. Bez względu na to czy spędzacie Sylwestra w domu z przyjaciółmi, rodziną, dziećmi czy idziecie na bal Sylwestrowy, jedziecie w góry na narty czy na Malediwy (:P) ważne jest, żebyście robili to co czujecie. Wszystko w zgodzie z samym sobą. I nie ma co się oglądać na innych. Jeśli czujecie potrzebę siedzieć w domu z dzieciakami, to tak zróbcie.

Swoja drogą jestem ciekawa jakie są Wasze przemyślenia na ten temat. Czy uważacie, że rodzice mogą/powinni spędzać (przynajmniej raz na jakiś czas) Sylwestra bez dzieci? Wypada czy nie wypada? Dajcie znać w komentarzach.

A ja Wam życzę, żeby ten Sylwester był taki jak chcecie a nowy Rok wyjątkowy. Niech marzenia zamienią się w rzeczywistość a sukcesy przerosną oczekiwania.

Ruda

 

Facebook Comments