Baby Led Weaning to kontrolowane przez dziecko odstawianie go od pokarmów mlecznych i wprowadzanie na ich miejsce pokarmów stałych. Jak to? Kontrolowane przez małe dziecko? Tak! To naturalne rozszerzanie diety dziecka karmionego piersią „na żądanie” z ominięciem etapu papek i karmienia łyżeczką oraz pozostawienie dziecku wyboru, czy i ile chce zjeść. My przez to przeszliśmy (choć zupy i dwie łyżki u nas też się pojawiły) i wiecie co? To naprawdę fajny sposób na odkrywanie smaków i faktur 🙂 Takie jedzenie to przyjemność!

 

KIEDY ZACZĄĆ?

Gdy dziecko siedzi w krzesełku w pozycji pionowej i zaczyna samodzilnie chwytać rączkami kawałek jedzenia oraz prowadzić rączkę do buzi. Dzieje się to najwcześniej w 6mż dziecka lub trochę później. Dopiero wtedy układ pokarmowy maluszka jest gotowy na to, by strawić inny pokarm niż mleko mamy. UWAGA! Nigdy nie karmimy dziecka w leżaczku, bo zwiększamy ryzyko zadławienia się. Dlaczego? Zjedzcie obiad leżąc na leżaku plażowym… 😉 I wszystko jasne 🙂

 

CO JEST POTRZEBNE?

– krzesełko do karmienia. Najlepiej takie, które można dosunąć do stołu, na którym jedzą rodzice. Integracja podczas jedzenia jest wspaniałą metodą zachęcania malucha do próbowania nowych smaków.

–  śliniak lub kaftanik z rękawkami.

– ręczniki papierowe

– dobre nastawienie i brak ciśnienia 🙂

– naczynia dla malucha. Ja startowałam z zestawem z Ikea, ale zakochałam się w zastawie z Zara Home, kupionej na wyprzedaży. Nie chodzi tylko o stronę wizualną i odpowiednią wielkość (ikeowskie talerzyki są wg mnie za małe), ale o materiał z jakiego są wykonane. Nie widać na nich praktycznie śladów użytkowania. Jestem w szoku! 🙂 Przy BLW maluchy jedzą rączkami, ale mała łyżeczka czy widelczyk z pewnością też się przydadzą.

– warto przypomnieć sobie zasady ratowania i wiedzieć co robić, gdyby malec się zadławił i nie mógł złapać oddechu.

– kubeczek z wodą. Gdy rozpoczynamy rozszerzać dietę maluchowi – wprowadzamy też wodę.

– no i jedzenie 😉

 

JAK ZACZĄĆ?

Dziaci naśladują dorosłych we wszystkim – i to cały sukces tego, że dzieci, którym nie wpycha się jedzenia, ale pozwala na samodzielną jego naukę, jedzą chętniej. Tymek zaczął siedzieć z nami przy stole gdy miał 6,5 miesiąca. Obserwował co my robimy i sam zaczął testować zawartość swojego talerza. Nie musieliśmy go przekonywać do otwierania buzi i wciskać mu papek patentami na lecący samolocik, czy szantażyk – za babcię, za dziadiusia itd.

Pierwsze pokarmy stałe podawałam mu mniej więcej pół godziny – godzinę po kp, czyli tak by nie był dopiero co po jedzeniu, ale też by nie był głodny i wściekły. Aby jedzenie było przyjemną zabawą – bo tym jest na początku i z tym trzeba się pogodzić 🙂 Dzieci pięknie rozwijają swoje zdolności sensoryczne (a matki – porządkowe ;)) i to również zaleta BLW. Warto też zaproponować ten posiłek z rana, lub około południa, bo w razie gdyby maluszka po jakimś jedzeniu miał zaboleć brzuszek, to wydarzy się to popołudniu, a nie w środku nocy.

 

 

JAKIE PRODUKTY WPROWADZALIŚMY JAKO PIERWSZE?

Jakie potrawy wybraliśmy na start? Warzywa ugotowane na parze i pokrojone w słupki, owoce i kaszę jaglaną (na początku gotowaną na wodzie) z ugotowanym jabłkiem czy świeżym bananem. Stopniowo próbował nowych rzeczy, a ja nie miałam ciśnienia, aby najadał się produktami stałymi, bo wiedziałam, że do 1 rż. wciąż podstawą jego pożywienia jest moje mleko. Po 8 mż. zaproponowaliśmy mu rybę i mięso. Po gluten sięgnął w 9 mż. gdy byliśmy w pizzerii i zaczął ciamkać ciasto z pizzy. Dziś jesteśmy bezglutenowcami z powodu mocnej nietolerancji pokarmowej, ale wiedząc jaka jest jakość pszenicy, nie wprowadzałabym jej dziś do diety wcale. Ale to moje subiektywne zdanie. Wracając do tematu BLW –  polecam Wam genialne książki, które pozwoliły mi nie stresować się tym, czy moje dziecko je za mało etc. To moim zdaniem pozycje obowiązkowe dla każdego rodzica, którego maluszek zaczyna jeść 🙂 Z moich odkryć – jest tylko jedna rzecz instant, po którą chętnie sięgałam w tamtym czasie. To czeskie kaszki ‚Nominal’. Wrzucone do ciepłego mleka roślinnego lub soku jabłkowego, z dodatkiem niesiarkowanych rodzynek, daktyli czy żurawiny (oczywiście nie na sam start ;)) – mega słodycz i pychota!

 

CZEGO UNIKAŁAM?

Produktów, które wzdymają. Czyli humms czy kapusta kiszona wjechały u nas na stół nieco później. Na starcie warto zaczynać od 1-3 produktów jednocześnie, zamiast serwować złożone dania. Dlaczego? Jeśli coć maluszka uczuli lub wywoła ból brzuszka, będziemy wiedzieć, który to produkt. Oczywiście, nie stosowałam wysoko-przetworzonych produktów. Sporadycznie zdarzało mi się dać Tymkowi, zwłaszcza w podróży, słoik Hippa lub Babydream’a, ale i u tych producentów warto samemu czytać skład i wybierać rozsądnie. A! Sezonowe owoce ze sprawdzonych  miejsc mroziłam w dużych ilościach, dzięki czemu zawsze do kaszki wsypywałam Tymkowi garść swoich dobrodziejstw 🙂 I wierzcie mi, że składowo i smakowo (jestem pewna ;)) były o niebo lepsze od tych sklepowych gotowców.

Jestem za tym, aby promować zdrowe nawyki żywieniowe – wówczas małe dziecko może śmiało jeść to samo co reszta rodziny (oczywiście bez soli, jeśli mówimy o maluchach). Tak było u nas. Nie stroniliśmy też od zup, bo kocham zupy, a jako zmarzluch i wrażliwiec pokarmowy, uważam, że są największym dobrodziejstwem w trakcie jesieni i zimy, jakie może istnieć. Dlatego Tymon dostawał zupy praktycznie od samego początku jego poza-mlecznej diety. Nie był więc do końca tylko i wyłącznie dzieckiem BLW, ale zawsze gdy odwracał buzię i pokazywał mi, że już nie chce jeść, odstawialiśmy miseczkę z dwiema łyżeczkami – jego i moją.

 

 

Czy warto sięgać po książki z przepisami dla dzieci? Uważam, że warto uczyć się kształtować nasze menu w sposób mądry, tak, by było zdrowe i różnorodne, wówczas dziecko spokojnie może jeść to samo co jedzą rodzice. Oszczędzamy czas i pieniądze pewnie też, bo nie gotujemy kilku różnych dań, ale jedno na wszystkich domowników.  Więc generalnie, książki i blogi z dobrymi przepisami – nie tylko dla dzieci, wskazane 🙂 Dostrzegam jedną zasadę:

Jak jedzą rodzice – tak będą jadły ich dzieci.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której my z Bartkiem opychamy się syfiastym, wysoko-przetworzonym żarciem, podczas gdy wymagamy od naszego synka by on jadł warzywa na parze z ekologiczną rybką. Powtórzę więc jeszcze raz, że dziecko uczy się naśladując dorosłych. Zacznijmy więc od siebie i prześwietlenia swojej diety. A obecność malca, który zaczyna poznawać smaki, jest ku temu znakomitym powodem.

 

Dziś Tymek ma 3,5 roku, menu bogatsze niż niejeden nastolatek i zazwyczaj spory apetyt, choć zdarzają się dni podczas których jedzenie może nie istnieć. Ale najfajniejsze jest to, że nie boi się próbowania nowych potraw, a my widzimy, że jedzenie nie jest dla niego jedynie koniecznością by przetrwać, lecz prawdziwą przyjemnością i celebracją smaków, kolorów i faktur.

 

Alicja

 

Ps. Jeśli chcecie jednak znaleźć konkretne pomysły na potrawy, to polecam Ala’Antkowe BLW oraz dwie książki Asi Agner i Ani Piszczek, których jestem posiadaczką. Są pięknie wydane i dają mnóstwo inspiracji, choć u nas wszystkie przepisy z jajkami, nabiałem czy glutenem odpadają, a sporo ich w Al’aAntkowych przepisach.

Można też nabyć książkę kucharską BLW – tych samych autorów, co wspomniana przeze mnie książka „Bobas Lubi Wybór”, ale nie miałam jej w rękach, więc nie wiem jakie są w niej przepisy.

Na dziecisawazne.pl przeczytacie o zaletach BLW bardzo fajny, gościnny wpis autorek bloga babyledweaning.pl. Gorąco polecam! I polecam też Prawdy i kity o BLW u Hafija.pl 🙂 Jak dla mnie wyczerpująco ujęty temat.

 

Pisząc ten tekst, posiłkowałam się stronami: dziecisawazne.pl oraz babyleadweaning.pl

Facebook Comments