W sklepach wciąż jakieś nowe zabawki, a między bajkami na Nick Jr reklamy i reklamy… „Mamusia ja to ciem i to teś ciem i to!” Znacie to? Tzw. never ending storry. Oczywiście. Lubimy dawać naszym dzieciom to co najlepsze. Tylko czy tym „najlepszym” są aby na pewno miliony figurek, samochodzików etc? Zastanowiłam się nad tym przez chwilę i doszłam do kilku wniosków, którymi postanowiłam się z Wami podzielić. Ciekawa jestem, czy podzielicie ze mną zdanie, czy nie. Koniecznie napiszcie na naszym FaceBook’u lub Instagramie! 🙂

 

Wniosek nr 1: Najlepsze zabawki to te, które tworzymy sami. 

Pamiętam pierwsze lalki Barbie jakie  trzymałam w dłoniach, przywiezione przez dziadka z Niemiec. Miały bujne, długie włosy, o jakich wtedy (i przez kolejnych 25 lat swojego życia ;)) marzyłam. Te lalki, a dokładnie jedna moja i jedna mojej siostry, długo pozostawały dla mnie zabawkami nr 1. Ale ileż mogłam je przebierać w sukienki z serwetek, które podkradałam mamie z komody z obrusami 😛 Gdy zobaczyłam u mojej kuzynki różowy, dwupiętrowy domek dla lalek, stał się on moim kolejnym, wielkim marzeniem z dzieciństwa. Zresztą już gdzieś na blogu o tym wspominałam 🙂 Ponieważ nigdy takiego domku Barbie nie dostałam, postanowiłam sama stworzyć miniaturowy apartament. Ileż bym dała za jedno zdjęcie tego domku, którego obraz wciąż mam w pamięci! Ale wiecie do czego zmierzam? 🙂 Do tego, że samodzielne tworzenie wymarzonej posesji dla moich lalek jest jednym z ulubionych wspomnień z mojego dzieciństwa. Gdybym taki plastikowy domek dostała, być może nigdy nie odkręciłby się zaworek, uwalniający strumień kreatywności, z którego wciąż czerpię i czerpię 🙂 Nie od dziś wiadomo, że dzieci są najlepszymi naukowcami i twórcami na świecie. Ich ogromna i niesprowadzona jeszcze do żadnych ram wyobraźnia, determinacja i umiejętność tworzenia rozwiązań, na które dorosłym ciężko wpaść – to coś fantastycznego! 🙂

 

 

Wniosek nr 2: Wokół nas jest mnóstwo inspirujących rzeczy! Nie poddawajmy się konsumpcjonizmowi. 

Pracując z dziećmi w Wolnej Szkole czy obserwując dzieciaki z mojego osiedla, widzę też, jak wspaniałe zastosowanie przeróżnym przedmiotom potrafią nadawać. Jak miotła zaczyna latać szybciej niż samolot. Jak kamienie układają się w skomplikowane wzory. Jak kartony stają się garażami czy budą dla psa. Jak pościel i dwa krzesła przekształcają się w najlepszy dom na świecie. Garnki – w zestaw perkusyjny, a fotel – w bazę, do której prowadzi tor z butów. Piaskownica wcale nie ma w sobie tylko piasku i kilku plastikowych zabawek. Oj nie! Jest magicznym laboratorium, nadającym się do najbardziej wyszukanych eksperymentów. A ogród i kuchnia? W nich najwięcej potencjału… Zwłaszcza, gdy razem gotujemy, ale nie tylko 🙂 Wierzcie mi, że warto pozwalać dzieciom tworzyć i bawić się rzeczami, które nie mają atestu i nie są z plastiku. Oczywiście, nie myślę teraz o nożach czy siekierach, ale to chyba wiecie 😉 Przecież my w ich wieku też się tak bawiliśmy!

Ok, zawsze pozostaje ta kwestia bezpieczeństwa. Pewnie dyskusyjna, bo dla jednej osoby bieganie po trawniku bosymi stopami będzie naturalne i piękne i zaraz pomyśli o korzyściach sensorycznych, a dla drugiej to nie do pomyślenia, ze względu na kleszcze, które mogą być w trawie itp. Nasze wyobrażenie o niewidzialnej granicy bezpieczeństwa jest różne… Ale warto konfrontować się z innymi rodzicami i zobaczyć na ich tle, gdzie nasza „granica”.

Ostatnio wyjmowaliśmy z dłoni Tymka drzazgę. Gdyby bawił się zabawką z atestem, drzazgi by nie było – pomyślałam. Ale cała sobą czuję, że trzymanie dziecka pod kloszem atestów, w plastikowej, sztucznie stworzonej rzeczywistości, to nie najlepsza droga. Zresztą i tak nie unikniemy tego typu „przygód”, niestety. Wierzę, że po pierwsze – rozsądek i przezorność, ale bez przesady. Bądźmy realistami.

 

 

Wniosek nr 3: Dla małych dzieci cena nie ma znaczenia. Materializm ich nie dotyczy. Maluch nie kalkuluje i nie ocenia poprzez pryzmat pieniężnej wartości zabawek. Nieraz widziałam, jak małe dzieci, na czele z moim synkiem, wybierają do zabawy opakowanie zamiast „cennej” zawartości. Bo przecież papiery, wstążki i kartony są turbo interesujące 😛 Ciekawa jestem jak długo dzieci są w stanie bawić się większością zabawek. Nie mówię o tych ulubionych, które każdy ma. Ale o większości, którymi nasze pociechy mają zawalone pokoje, a których zniknięcia pewnie by nawet nie zauważyły zbyt szybko. A co ze starszymi? Tymi, które poznają wartość pieniądza, albo umieją już rozpoznać na półce sklepowej produkt, jaki widziały w telewizji?

Nie jestem za tym, żeby nie kupować dziecku zabawek, ale za tym, aby nie zawalać ich świata zbyt dużą ich ilością – powiedziała Ala po posprzątaniu pokoju Tymka… 😉 Haha. Ale tak na poważnie, fajnie dawać maluchom możliwość wykorzystywania wszystkiego co dookoła nich. Malowanie farbami przy użyciu szyszek, kamieni i gałązek? Czemu nie! Wspólne sprzątanie, gotowanie i sadzenie roślin? Tak! Przebieranie się w ciuchy mamy i taty? Oczywiście! 😛

 

Wniosek nr 3: Najlepszy prezent jaki możesz dać swojemu dziecku, to zawsze będzie Twój czas, Twoja uważność i Twoje zaangażowanie. Tego chyba nie trzeba argumentować… 🙂 Sama pamiętam, że najlepszym czasem gdy byłam dzieckiem, były rodzinne wakacje. Bo wtedy rodzice po prostu byli. Wtedy razem odkrywaliśmy świat, rozmawialiśmy i bawiliśmy się. Chciałabym, żeby Tymek miał takie wakacje przez cały rok! 😉

Alicja

 

Facebook Comments