W tym roku czas wakacji dla nas jest wyjątkowo pracowity. Ale pomiędzy koncertami, nagraniami, przygotowywaniem trasy koncertowej naszego przyjaciela z Chicago – Carlosa Johnsona oraz festiwalem Gastro Miasto, którego jestem ambasadorską i wszystkimi tymi codziennymi sprawami, postanowiliśmy spędzić choć kilka dni we trójkę, poza domem. Wybraliśmy ParkHotel Łysoń, położony na trasie Kraków – Wadowice – Bielsko Biała. I muszę Wam powiedzieć, że przyjazd tutaj był rewelacyjnym pomysłem. Dlaczego? Spieszę z odpowiedzią! 🙂

 

 

Czterogwiazdkowych hoteli, dobrych tak jak ten, może i jest sporo w naszym kraju. Park Hotel Łysoń ma jednak kilka atutów, którymi pozostałe nie dysponują, a jeżdżąc sporo po Polsce od lat, z racji grania koncertów w przeróżnych miastach, miałam okazję odwiedzić ich całkiem sporo. Po pierwsze i najważniejsze – jest idealnym miejscem na pobyt z dziećmi. A otwartość na małych gości widać już w recepcji, w której czekają wyjątkowe przytulanki (Tymek nie rozstaje się z sową – Panem HuHu :)) od joannałysoń design. Co dalej? Ma rewelacyjną restaurację!

 

 

Champs to restauracja w stylu amerykańskim. Raj dla mięsożerców, bo w karcie dań znajdują się rozmaite burgery w wersji XXL, najdłuższe i najlepsze ponoć w Polsce żeberka oraz Chili con carne (zachwyciły Bartka), ale też dla wegan i wegetarian. Sama miałam okazję zjeść pyszny krem z białych warzyw czy paprykę faszerowaną pieczarkami i cukinią, na znakomicie przyprawionym sosie pomidorowym. Tradycyjnie, w podróż wybraliśmy się z własnym pieczywem, ale na śniadaniu spokojnie mogliśmy skomponować dla każdego z nas coś dobrego. A zrobienie dla Tymka jajecznicy z samych żółtek nie było najmniejszym problemem dla naprawdę miłych i pomocnych pracowników hotelu. Dla mnie i moich chłopaków jedzenie jest ważną kwestią, więc to dla nas bardzo duży atut tego naprawdę przyjemnego miejsca, do którego z chęcią kiedyś wrócimy 🙂

Ale nie dla samego jedzenia i dla siedzenia w pokoju tam przecież pojechaliśmy 🙂 Park Hotel Łysoń jest otoczony przez Inwałd Park! Cztery tematyczne parki, na których zwiedzanie najlepiej przeznaczyć dwa dni (jeden też jest realny, ale dwa są idealne :)).

Najważniejszym celem naszej podróży dla Tymka było odiwedzenie Dinolandii. Miejsce, które każdy fan dinozaurów powinien zobaczyć! Podróż w przeszłość naszej planety i wspaniała okazja nie tylko do zabawy, ale i do nauki poprzez tę zabawę, bo przy każdym dinozaurze prawdziwych rozmiarów, jest jego opis. Zobaczycie sami dosłownie skrawek bogactwa, jakie kryje w sobie ten niesamowity park z dinozaurami, parkiem linowym, jaskiniami i przeróżnymi atrakcjami dla młodszych i starszych.

 

 

Kolejny z parków Inwał Parku to Park Miniatur – miejsce idealne, aby poznać najbardziej charakterystyczne budynki na świecie. Zobaczenie w skali 1:15 lub 1:10 Wieży Eiffla, Miri Chińskiego, Placu Św. Marka czy mojego wymarzonego kierunku podróży – Taj Mahal, naprawdę robi wrażenie! Taka podróż przez świat w kilka godzin, a na koniec kino 5D, wyścigi (a raczej ucieczka przed uderzeniami ;)) aut i diabelski młyn, na który wsiadłam przy jakiejś chwilowej niepoczytalności 😉

 

 

Następny park to podróż w czasie do Warowni Inwałd, a tam możliwość wzięcia udziału w króciutkich warsztatach lepienia z gliny czy tkania na krośnie. Na Tymku spore wrażenie zrobił teatr świateł z opowieścią o próbie zdobycia Warowni przez podstępnego rycerza, ale kropką nad i było spotkanie ze śpiewającym i zionącym ogniem smokiem!

 

 

Nie dotarliśmy do Ogrodu Jana Pawła II, bo ponad trzydziestostopniowy upał dawał się we znaki, drugiego dnia zawaby. Reasumując, jeśli chcecie odkrywać Polskę i szukacie miejsc, których odkrywanie będzie ciekawe i ekscytujące dla całej rodziny, to bardzo Wam polecam taką podróż, jaką my właśnie odbyliśmy 🙂 Bo mamy mnóstwo wspaniałych wspomnień z tego krótkiego, ale owocnego pobytu w miejscowości Inwałd.

 

Facebook Comments