To pytanie słyszałam niejednokrotnie. Po 2 latach jedzenia bez pszenicy, żyta, orkiszu, jęczmienia, owsa, jaj i kazeiny (nabiału pochodzenia zwierzęcego), mogę już się wypowiedzieć jak to jest w praktyce 🙂 

Szybko zorientowałam się, że większość przetworzonego jedzenia jest nie dla nas. Bo któryś z tych produktów, na jakie jesteśmy uczuleni, jest niemal zawsze jednym ze składników wszelkiego rodzaju gotowych dań. A z tego prostego faktu, nasze „ograniczenia dietetyczne“ przyniosły nam naprawdę wspaniałą zasadę – gotowanie od podstaw lub innymi słowy – unikanie „gotowców”. To mega prosta rzecz, która pozwala unikać zjadania kilogramów chemii. Więc działa zasada, że im prościej – tym lepiej. Zresztą czasami sprawdza się to nie tylko w przypadku jedzenia 🙂

Rynek bezglutenowych produktów to nie mniejsze pole minowe niż w przypadku zwykłych gotowych dań. Jak dla mnie – jeden wielki syf. I choć czasami grzeszę jedząc z koleżankami trzyskładnikowe chipsy (pierwszy człon mnie tłumaczy, ale z drugiego ni cholery nie da się wytłumaczyć ;)), zamiast robić je samodzielnie, wciągam ciastka jaglane które uwielbiam, albo „raz na rok” krem czekoladowy (za to spektakularnie, bo łyżeczką do herbaty – oszukując samą siebie samą, że zjem nią mniej niż tą dużą), to na codzień naprawdę mogę powiedzieć, że jemy o wiele zdrowiej niż dawniej. Choć odkąd znam mojego męża (12 lat), wydawało mi się, że odżywiamy się całkiem rozsądnie… Dziś wiem, że odżywialiśmy się koszmarnie!

Pamiętam, jak ogromne wrażenie zrobiła na mnie genialna książka „Zamień chemię na jedzenie„. Z serducha Wam ją polecam do przeczytania, najlepiej nim zrobicie kolejne zakupy spożywcze (choć to mało realne, ale brzmi mocno ;)). Bo dla mnie to był przełom w postrzeganiu jedzenia. Ta książka jest znakomita! 🙂

Prawda jest taka, że warzywa i owoce kupuję albo w naszym wiejskim warzywniaku, w którym znam właścicieli i pochodzenie produktów, albo w zwykłych marketach – choć tam wolę te bio. I chociaż mam świadomość, że wymogi upraw jakie spełniają dostawcy wielkich sieci marketów są inne niż te, spełniane przez mniejszych pasjonatów (a miałam szczęście kilkoro poznać osobiście), i tak w przypadku warzyw i owoców jest sens kupowania tych, pochodzących z upraw ekologicznych.

Muszę przyznać, że jestem leniem przebrzydłym, bo choć wiem, że powinnam czyścić wszystko z pestycydów (a odpowiednie środki i wiedzę posiadam), nieczęsto to robię. Ale i tak wierzę, że lepsze i zdrowsze są dania pełne warzyw, kasz i zdrowych tłuszczy, przygotowywane w domu, niż dania instant z milionem wzmacniaczy smaków, emulgatorami, konserwantami, utwardzonym tłuszczem palmowym czy kwasem cytrynowym, które są nieal we wszytskim co wysokoprzetworzone. Tłumaczę się? 😉

Poza codziennymi zakupami w warzywniaku i w markecie obok domu, korzystam ze sklepu Urban Vegan, gdzie zawsze kupuję sery, mleko roślinne (do kawy najlepsze na świecie Alpro Soya For Proffesionals) i wegański majonez czosnkowy, bez którego ciężko nam żyć 😉

 

 

Ale i tak najlepszym odkryciem na świecie jest dla mnie https://www.straganzdrowia.pl/ – internetowy sklep ze zdrową żywnością i nie tylko, na którym  jest bardzo duży wybór produktów, ale też łatwość znajdywania produktów bez wybranych składników, co przy nietolerancjach pokarmowych czy alergiach jest po prostu zbawienne! Bo na ich stronie jest zakładka, w której można zaznaczyć alergeny, co przyspiesza poszukiwania i to znacznie 🙂 Szybka dostawa do domu mnie urządza (zawsze sprawnie i wszytsko się zgadza!) 🙂

Polecam Wam tam produkty Yope, które u nich są chyba w najlepszych cenach, a wybór jest ogromny. Ja je bardzo lubię. Warto pamiętać, że nie tylko to co jemy, jest w naszych organizmach, ale również to, czym się smarujemy i to, co wdychamy – w przypadku środków czystości, warto też wybrać te „zdrowsze”, żeby powietrze w naszych domach nie stało się gorsze niż to na zewnątrz…

 

 

 

 

Facebook Comments