Kilkanaście lat temu zakompleksiona nastolatka oglądała w telewizji zdolną blondyneczkę o anielskim głosie i nawet przez myśl jej nie przeszło, że kiedykolwiek mogłaby ją spotkać….
Właściwie nie wiem jak to się stało, zaczęło, kiedy i w jakich okolicznościach. Totalne zaćmienie. Pamiętam tylko jak rozpływałam się na jej kanapie, w ósmym miesiącu ciąży, z opuchniętymi nogami, brzuchem wielkim jak balon i ogólnie samopoczuciem słonicy, której hormony buzują tak, że generalnie tylko narzeka. Jedno jest pewne. To moje narzekanie chyba nie było tak straszne, bo dokładnie rok później to Ala rozpływała się na swojej kanapie, ze spuchniętymi nogami, ale nawet w ciąży było jej jakieś 1/3 mnie bez ciąży hahaha Takie uroki bab 🙂

Ala! Drobna blondyneczka z ogromnym temperamentem i głosem tak pięknym, że nie wiem gdzie ona go mieści! Niesamowicie uzdolniona dziewczyna z ogromną empatią do świata i ludzi. Pomocna, kochana, dobra. Jeśli coś robi to na 1000% i angażuje się w każdy projekt całą sobą. Nie sądziłam, że są na Świecie jeszcze tacy ludzie, ba nawet nie przypuszczałam, że będzie mi dane z jedną z nich się przyjaźnić i tworzyć coś razem.

Jakie jesteśmy zapytacie? Jesteśmy tak różne, a tak podobne. Wiemy jedno. Mamy, Tymoteusza i Tymona, 4 i 3 latka. To łączy 🙂

Ruda


Dokładnie pamiętam panel dyskusyjny „Kobieta z Wigorem” na wydziale dziennikarstwa we Wrocławiu, gdzie obie byłyśmy gośćmi panelu, no i ją… Sprawiającą wrażenie kobiety nie do doścignięcia. Jednej z tych niewielu, co nigdy nie są zmęczone czy chore. Jednej z tych, co budząc się rano wyglądają jak milion dolarów. Którym tusz na rzęsach nigdy się nie rozmazuje, a stopy w szpilkach nigdy nie puchną (choć w 9 miesiącu ciąży okazało się, że jednak puchną  – i zobaczyłam w niej człowieka ;)). Kobietę super zaradną i konkretną. Pasjonatkę mody i pracusia, który nie usiedzi w miejscu, aby broń Boże nie ominęła go możliwość rozwoju. Po prostu żyletę, wpędzającą w kompleksy swoją zaradnością, umiejętnością zarządzania czasem i efektywnością pracy, a jednocześnie motywującą, zarażającą entuzjazmem i energią mamę 🙂

Taką Anię poznałam i taką wciąż widzę, po 5 latach wzajemnych wzlotów i upadków. Porodów i urodzin. Lęków i radości dzielonych milionami słów na messangerze i dziesiątkami telefonów. Choć w wielu kwestiach jesteśmy totalnie różne, to w innych uzupełniamy się jak dwa puzle (co najmniej jak Anna i Elsa :)). Temu już od dawna chciałyśmy stworzyć coś razem. No więc powstało mamuni. Blog o tym, co kochamy. O dzieciach (mężów postaramy się oszczędzić :)). O jedzeniu, modzie i książkach. O zdartych kolanach i żegnaniu pieluch. O podróżach i o tkwieniu w domu. O odkryciach i patentach. O tym co nas zachwyca i co drażni. O wszystkim, co dla nas warte napisania i o czym same chcemy rozmawiać. Nie wiem na ile ktoś jeszcze potrzebuje tych słów, które tu opublikujemy, a na ile my same ich potrzebujemy. Ale czy to tak bardzo istotne…? 🙂

Alicja

Dziękujemy Oli Macewicz z Emey Studio za super fotki :*